Fury z Fuerteventury

Czym byłby dla mnie wypoczynek bez napawania się widokiem czterech kółek w lokalnym anturażu? Jakoś sobie tego nie mogę wyobrazić. Ale nic z tych rzeczy. Nawet na tak turystycznej wyspie jak Fuerteventura znajdziemy coś ciekawego.

Może nie w takiej dawce jak na Kubie, czy w oddalonym o sto kilometrów na wschód Maroku, ale nie oczekujmy zbyt dużo od wyspy, która przede wszystkim daje wypoczynek, a nie codzienną walkę o przetrwanie. Chociaż ostatnie zdanie może się tyczyć niektórych egzemplarzy…

Ups… To chyba idealne miejsce, aby opuścić fotel kierowcy. Od teraz tylko fotografuję!

Wybierając się na Fuerte, zdawałem sobie sprawę, że od fajnych fur robię sobie odpoczynek. Nawet przegiąłem trochę w drugą stronę, bo na miejscu wynająłem Opla Corse (miała być Fiesta, ale przy czterdziestominutowej kolejce za mną oraz moim angielskim, połączonym z ich angielskim podtopionym w hiszpańskim akcencie – odpuściłem…), więc celem było przemieścić się w kluczowych momentach i opuścić ten pojazd jak najdalej z pola widzenia.

W sumie to mogłem zamienić na tę z wypożyczalni.

Gdzieś miałem w środku cichą nadzieję, że zostanę jednak mile zaskoczony i że mieszkańcy tam mają różne zajawki. A nuż ktoś będzie tam posiadaczem czegoś fajnego. Nadzieję w mojej głowie mocno wznieciła fotka na grupie japońskiej motoryzacji dodana parę dni przed odlotem, na której widniała Integra III, właśnie z Fuerteventury. Ta nadzieja na tyle nie dawała mi spokoju, że do i tak niewielkiego bagażu postanowiłem wcisnąć jeszcze świeżo nabytego VHS’a i kompaktowy aparacik Kodaka.

Jak się na miejscu okazało, tę kamerę mogłem sobie darować, natomiast małpka Kodaka była strzałem w dziesięć. Mogłem ją zabrać wszędzie, bo zajmowała miejsca niewiele więcej niż puszka coli i do tego była leciutka. Przejdźmy więc do samych gratów.

W pierwszy dzień udaliśmy się na większe zakupy do sklepu oddalonego o jakieś 20 km. Od początku oznajmiłem, że w nowej Corsie chcę spędzić najmniej czasu na tym wyjeździe, więc chętnie ogarnąłbym ten temat za jednym razem.

Wracając zauważyłem coś, czego w pośpiechu nie udało mi się dostrzec wcześniej. Znane z polskich dróg Renault Twingo dzieli spory parking z Fiatem Punto Sporting, któremu ktoś dołożył tjuningowe lampy. W przeciwieństwie do Twingo, któremu ktoś zabrał nawet te seryjne. Może stoi na zasadzie dawcy, do którego każdy może sobie podjechać i zabrać co potrzebne? Freebies? Niby za darmo, ale po co?

„Jedno oko na Maroko…”

Słyszałem, że koniec listopada to tutaj bardzo deszczowa pora. Tydzień przed naszym przyjazdem padało dzień w dzień. Chyba nikt się nie przejmuje nagłym załamaniem pogody. Ten Suzuki Samurai stoi tak z otwartym dachem trzeci dzień z rzędu. Dla spostrzegawczych pewnie nie było problemem dostrzec partyzancko wsadzonego trzeciego – przedniego fotela na tył. Do tego żeby nie wyszło zbytnie druciarstwo, tylny pasażer w wyposażeniu otrzymał również zestaw audio.

Podczas poszukiwań jednej z dzikich plaż trafiliśmy na scenę rodem z GTA. Kawał drogi od asfaltowej szosy stoi sobie jak gdyby nigdy nic wiatrak, szopa, a za nią Toyota Land Cruiser J70. Ci którzy obserwują blog jeszcze z czasów mojego car-spottingu na tumblr kojarzą pewnie Land Cruisera z warszawskiego Żoliborza, którego właściciel utrzymał w przepięknym stanie. Ten z Fuerty miał za to klimat – analogowy i podzwrotnikowy.


Żoliborski Land Cruiser J70 Prado

Van który w Polsce zdążyłby już pewnie pięć razy zgnić – na Kanarach konsekwentnie stawia czoła przeciwnościom. Na zdjęciu, jak widać, ktoś bardzo powoli przymierza się do lakierowania. Po drodze pewnie kalkulując, czy w ogóle mu się to opłaci. Toyotę LiteAce już coraz ciężej zobaczyć w ruchu jakiegokolwiek z miast. Fajnie, że udało mi się znaleźć akurat taki egzemplarz. Zmatowiony błękit pięknie wchodzi w kompozycję zdjęcia. Szkoda, że nie pomyślałem, by zawczasu wykadrować te dwa czerwone kasztany w obstawie.

Takiej gwiazdeczki jeszcze w Polsce nie widziałem. Druga generacja Toyoty Starlet z lat 80-tych.

Dopiero teraz zorientowałem się, że Toyota totalnie deklasuje pozostałe auta w tym zestawieniu. Dla złapania oddechu i kontrastu – świetnie utrzymany Ford Orion.

Tradycyjna Toyota Corolla E9 znana chyba w każdym zakątku świata. Tutaj ukazana w lokalnym setupie. Kiedy ją fotografowałem, ludzie patrzyli się na mnie jakby nie wiedzieli, co się do końca dzieje i dlaczego to robię? I właśnie to lubię.

Niedaleko Starleta stał sobie równie stary i równie dobry Nissan Patrol. Miejscowi w większości już korzystają z nowych SUV’ów bo na tamtejsze warunki w zupełności wystarczają. Fajne terenówki stają się gatunkiem zagrożonym wyginięciem.

VW Golf na spółkę z Citroenem ZX z benzynowym 1.9. W sumie nie wiem jak mogłem nie skupić się priorytetowo na tym drugim…

I kolejna Corolla. Ta jest o tyle ciekawa, że należy do ratusza. Burmistrz zna się na rzeczy. Zero lamerstwa. Classy!

Na zakończenie Toyota Dyna uchwycona przez moją dziewczynę. Fajna gra kolorów. Za to „Dyna” jaka jest, każdy widzi.

W takim telegraficznym skrócie przedstawiłem Wam to, co w tydzień udało mi się złapać ciekawego w południowej części Fuerteventury. Jeżeli będziecie kiedyś na wyspie, polecam Morro Jable – starsza część miasta daje trochę odetchnąć od natłoku hoteli wokoło. Tutaj też znalazłem większość samochodów. Słyszałem, że Corralejo również dysponuje świetną starą częścią miasta, ale to totalnie na północy. Tam mnie zabrakło. Nie będę przypominał dlaczego nie miałem chęci na dłuższe trasy.

Wracając do Morro Jable – tam też widziałem świetnie zachowanego Eclipse pierwszej generacji, jednak niestety przemknął mi on tylko wymijając go w przeciwnym kierunku. Fuerteventura to raj dla surferów, a samochody ładnie wychodzą głownie na zdjęciach – zwłaszcza analogowych. 😉

Prawie wszystkie zdjęcia zostały wykonane aparatem Kodak ProStar 111 na filmie Kodak C200 ColorPlus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *