Mitsubishi Sigma – Łódzka majówka

Weekend majowy w tym roku niezbyt nas rozpieszczał. Pogoda była mocno jesienna, a zamiast podróżować rowerkami pomiędzy pięknymi kamienicami, przez cały pobyt snuliśmy się po łódzkich knajpach. Nie ma jednak tego złego, coby na dobre nie wyszło.

Majówkowy Spontan

Wypad przyszedł nam do głowy całkiem spontanicznie, przez co z miejsca uradowany wrzuciłem w plan podróży Eclipse jako nasz transport. Stał w garażu od około pół roku i zdążył się mocno zakurzyć. Idealny moment na przywrócenie go do służby.

Rok wcześniej Eclipse również został w Warszawie. Przetarg na majówkowy wypad bezapelacyjnie wygrał 100NX z otwieranym dachem.

Przez ostatnie półtora roku powiedzieć „miałem czym jeździć” to jak nie powiedzieć nic. Dzięki mojemu zapałowi do startów we Wrak Race przez ręce przewinęło mi się kilka fajnych furek z lat 90-tych. Bardzo chciałem skupiać ten czas na tych autach, ponieważ nie dość, że nie było mi ich szkoda na tyranie po warszawskich ulicach, to szansa na kupno jeszcze raz jednego z tych aut jest znikoma.

Przez zaistniałą sytuację Eclipse najpierw stał pod blokiem, potem przeniósł się do garażu, a tam utknął na dobre. Sporadycznie przemieszczałem się nim po wieczornych spotach lub na dłuższych wycieczkach (chociaż tę funkcję w poprzednie lato i tak spełniał zagazowany 100NX).

Jak to zwykle u mnie bywa – czasem zbyt długo obmyślam pewne rzeczy, a podczas tego własnie rozmyślania przypomniałem sobie, że brat sprzedaje przecież swoją Sigmę, a skoro ją sprzedaje to szansa na przetestowanie tego wdzięcznego sedana może minąć mi bezpowrotnie.


Sigmą do tej pory miałem okazję przejechać się tylko raz. Zrywność i wygoda samochodu nie pozwoliła mi obejść się smakiem przed kolejną przejażdżką.

Braciak ostatnio zaopatrzył się w Lexa LS400, więc wystawiona na sprzedaż Sigma zaczęła jedynie zajmować mu miejsce pod blokiem. Propozycja pożyczenia furki szybko została rozpatrzona przez niego pozytywnie, więc Eclipse musiał jeszcze poczekać na swoje rozpoczęcie sezonu.

Przed wycieczką do Łodzi Sigma odwiedziła pozostałości fabryki w Ursusie. Niestety fajne budynki historycznych fabryk znikają w oczach. Ciekawe co przetrwa dłużej – ostatni budynek fabryki na Ursusie? Czy mocno niedoceniona przez polskich fanów motoryzacji Sigma na drogach?

Sigmę odebrałem dzień wcześniej, aby rano tylko wrzucić bagaż i wyjechać na spokojnie. Wieczorne przejażdżki po mieście sprawiały wiele frajdy. Auto niesamowicie szybko rusza z miejsca w akompaniamencie cudownego mruku widlastej szóstki. Mimo pozornie dość pospolitej bryły auto bardzo przyciągało wzrok kierowców na światłach, a przy ruszaniu ich wzrok ponownie został przywoływany dźwiękiem motoru.

Bez przesadnej ekstrawagancji, ale i ze sporą ilością epokowych detali. Sigma to świetnie wyważona stylistyka, która jedną nogą maca klasę premium, natomiast drugą twardo reprezentuje zwinne sedany lat 90-tych.

Wnętrze

Pierwsze co przyciągnęło mój wzrok po wejściu do środka, to wszechogarniający beż przeplatający się z brązowymi elementami. Auto nawet na chwilę nie pozwala nam przypomnieć o sobie przereklamowanej czerni, lub wywalającej flaki szarości, które możemy oglądać w wielu autach. Naprawdę – taki układ pozwolił mojej głowie świetnie odpocząć, bo za każdym razem gdy wsiadałem do auta, czułem ogromne ukojenie.

Ze względu na ilość przycisków i detale (jak obszyta gałka zmiany biegów lub kierownica), w aucie za dwie średnie krajowe, możemy poczuć się dość luksusowo.

Nie przepadam za bordowym lakierem na karoserii, ale wraz z brązem i beżem tworzy skład, który na długo zapadnie mi w pamięci.

Siedziska na tylnej kanapie może nie bombardują nas zbytnią wszechstronnością, ale na pewno dadzą nam komfortowo przebyć podróż międzymiastową. To co przykuło moją uwagę z perspektywy pasażera na tyle, to bardzo dobra widoczność znana z aut początku lat 90-tych. Elektryczne szyby nie dadzą nam zapomnieć, że jest to tzw. klasa „średnia-wyższa”. Przy okazji warto zaznaczyć, że był to najbardziej luksusowy pojazd w tamtych czasach, który wychodził spod znaku trzech diamentów.

Pewien znany jutuber również miał okazję testować dokładnie ten sam egzemplarz Sigmy, a jego flagowym testem jest oczywiście sprawdzanie komfortu „siadania samemu za sobą”. Nie mogłem pozwolić, by ominęła mnie ta przyjemność. „Wiesz kto siedział na tych sofach??”

Skoro majówka to i bagaże

Jeśli auto ma spełniać rolę w podróży a nie chcemy kombi z wiadomych przyczyn, to Sigma was jakoś zbytnio nie rozczaruje. Duży bagażnik daje radę z wszelkimi torbami. Gorzej z zapakowaniem czegoś wyższego, ale przynajmniej to dalej sedan. Widać z daleka, że nikt nam nie wchodzi na głowę. 😉

Przeprowadzki tym nie zrobimy. Na kilka sporych toreb bagażowych miejsca na pewno wystarczy.

Błyskawiczna landara

Jak przystało na limuzynę – auto ma wygodną pozycję za kierownicą, a do tego zaskakujące przyśpieszenie. V6 od początkowych partii obrotów daję nam frajdę z ruszania pod świateł – tak, wciska w fotel i to dość zaskakująco.

Parę tygodni wcześniej byłem w stu procentach przekonany, że mimo znacznie mniejszego silnika, bez problemu objadę Eclipsem Sigmę. Jakie było moje zdziwienie, gdy spod każdych świateł to Sigma brała górę.

Sigma i Eclipse próbowały się wiele razy. Za każdym razem zwycięsko z batalii wychodził sedan. Trochę ciężko to pojąć, ale w tym przypadku limuzyna i coupe ważą praktycznie tyle samo.

Kiedy ruszyliśmy w stronę Łodzi nie mogłem doczekać się dźwięku V6 na trasie. Wyobrażałem sobie już jak podczas wyprzedzania bez redukcji wciskam gaz, a delikatny pomruk wypuści sedana przed kolejne samochody.

Ale najpierw wyjedź z osiedla…

Dzięki już wcześniej wspomnianej – fajnej pozycji za kierownicą i dość mało napuchniętym kształtom karoserii (w sumie to bardzo szczupłym) przy przemierzaniu ciasnych, osiedlowych uliczek, Sigmę prowadzi się bardzo wygodnie. Pole widzenia mamy wystarczające, więc zza kierownicy zdajemy sobie sprawę od razu, czy zmieścimy się przejeżdżając w tym miejscu. Z cofaniem trochę gorzej, no ale to znany problem w sedanach. Jedź na wprost! Nie oglądaj się za siebie! 😉

Autostradowy przelot

Kierunek – Łódź. Do wlotu na warszawską obwodnicę mam niecały kilometr spod domu. Zagrzana Sigma z manualną przekładnią wchodzi w takie trasy jak przecinak, a rozwinięcie przez nią autostradowych prędkości zajmuje moment. Nim się obejrzałem byliśmy niemalże w połowie trasy na wysokości Żyrardowa. Podróżowanie w takich warunkach to coś, czego potrzebowałem!

3.0 V6

Motor utrzymuje trochę niższe obroty w porównaniu do silników rzędowych, co daje nam spory komfort w takich trasach. No szósty bieg byłby idealny, ale nie ma zbytnio na co narzekać. Przy prędkości 140 km/h głaszczemy delikatnie pedał gazu i fruniemy, a pod butem zostaje jeszcze sporo zapasu.

12 zaworowy OHC w układzie V6 i pojemności 3.0. Szczytową moc (177 KM) osiąga przy zaledwie 5.5 tys obrotów. Trochę rzadziej, ale wciąż możliwie możemy spotkać ten sam silnik z 24 zaworami. Moc wzrasta do 204KM a pierwszą setkę złapiemy niemal sekundę szybciej!

Łódzki Cruising

Majówkowy wyjazd, jak wcześniej pisałem, wypadł dość spontanicznie. Bez planu chcieliśmy zwiedzić jakieś miasto. Łódź słynie z pięknych zabytkowych budowli i oryginalnie zachowanych kamienic, więc zwiedzanie go z pomocą Sigmy zdecydowanie podwajało wrażenia z eksploracji. Bez celu objeżdżaliśmy różne łódzkie zakamarki.

Zaczęliśmy od słynnych Bałut, gdzie przeważa dogodny dla nas klimat. Potem przenieśliśmy się na południową stronę. Sigmie nie przeszkadzają wolne przejażdżki. Wydaje się nawet, że bardzo to lubi. Wrzucenie drugiego biegu i cruising to dla niej chleb powszedni. Zapraszam na krótkie, ale jak zwykle analogowe story z przejażdżki po Łodzi.

Sigma na równi z bałuckimi miejscówkami ruszona jest zębem czasu. Nie dość, że wypłowiał jej lakier, to jeszcze zgubiła dwa diamenty!

„Całe bałuty nie jedzą mięsa w piątek!”
W Łodzi nie brakuje smaczków architektonicznych.
Wjeżdżając na podwórko naszego miejsca pobytu przywitało nas takim widoczkiem klimatyczne podwórko, pamiętające zapewne czasy jeszcze hulających pełną parą fabryk…
…, a Sigma szybko znalazła na podwórku swoich rówieśników.
Tym razem coś ze spottingu. Czwarty gen zawsze spoko!
Łódź to zdecydowanie najbardziej fabryczne miasto jakie widziałem.

Uwielbiam robić wjazdy na podwórka w starych kamienicach. Tzw. „studnie” nierzadko ukrywają ciekawe okazy.

Volkswagen Trans Spotter

Podsumowując

Sigma to duża i charakterna limuzyna. Zapewne gdyby nie przedni napęd zostałaby dziś jednym z wielu pożądanych klasyków. V6 choć mało oszczędne – dodaje Sigmie sporo energii, przez co jadąc komfortowym autem nie mamy wrażenia ciągnięcia za sobą kotwicy. Przygoda z tym autem przełamuje u mnie pewne lody na temat limuzyn i jestem autem pozytywnie zaskoczony.

Auto godzi w sobie wiele standardów za bardzo przystępną cenę. Choć to nie do końca mój styl, myślę, że niektóre osoby powinny przekonać się o tym, jak świetnym autem jest Mitsubishi Sigma.

BONUS:

Tak, tak. Ten znany jutuber z początku tekstu to nie kto inny jak Złomnik. Kiedy ja myślałem nad tym, jak ugryźć temat Sigmy brata, on zdążył nakręcić z nią OneShot’a i puścił go w świat.

BONUS PT2:

Piotrka Sigma jest na sprzedaż pod tym linkiem. Jeździłem, polecam! Mechanicznie – kosa!

BONUS PT3:

Tutaj natomiast materiał z czasów, kiedy YouTube jeszcze się informatykom nie śnił, a Clarkson zamiast wdziewać szare marynarki śmigał w prawilnym, kolorowym dresiku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *