Ogłaszam mały jubileusz. Mija rok od ciepło przyjętego debiutu mojej pierwszej Wstecz Story. Materię przygotowałem nie najgorszą. Tak mi się wydaje przynajmniej. Lecimy z tym.




Ciepłe, wręcz duszne rejony Azji. Motoryzacyjne klimaty Tajlandii i Kambodży AD 2009. Skoro treść archaiczna, to i forma także. Trzeba Wam będzie przysiąść, czytać opisy, przewijać foty- ogólnie ciężka orka. Jedynym wynagrodzeniem będzie wartość kontentu. Foty już odleżały swoje na dysku niczym beczułki whisky w piwnicy szkockiej destylarni, więc nadają się do spożycia. Nalejcie sobie w tym momencie adekwatny napój do szkła, bowiem dłuższą chwilę tu spędzicie, a potem będzie cieżko się oderwać 😉

Dziesięć lat to znaczący interwał czasowy nawet jak na nasze warunki europejskie w motoryzacji. Tytuł Car of the year 2009 wygrała Insignia, faktycznie ładne auto, niestety Opel cały budżet wydał na dizajn i nie stykło na inżynierów. Samochód roku pier..lił się tak ostro, że najsłynniejsza wówczas aktorka porno Sasha Grey popadła w kompleksy. A dwa lata później zmieniła branżę nie wytrzymując konkurencji. Dziesięcioletnią Insignię można dziś mieć już za kilkanaście tysięcy złotych, tylko po co…

Kambodża. Kraj, w którym motyki rozbiły więcej ludzkich głów niż wykopały z ziemi kartofli… W tak okrutnie naznaczonym przez ludobójstwo państwie, do tego niewyobrażalnie biednym, dziesieć lat to epoka jak dla Polski nie przymierzając cały PRL. Na pierwszy rzut oka takie porównanie jest nie do obrony. Doprawdy? Ja dostrzegam wiele analogii. Kambodża po rządach Czerwonych Khmerów jest niczym Polska w 1945 roku. Musi podnieść się z wojennych zgliszczy od zera. Miliony obywateli, w tym elity straciły życie. Machina śmierci w założeniu jak niemiecka podczas II wojny, tylko u nich to władze państwa były katem swoich obywateli. Niedorzeczne, prawda? I to wcale nie opowieść z mrocznego Średniowiecza, tylko sprzed kilku dekad…

Gospodarka Kambodży to raczej jej brak. W 2009 roku jedyne gałęzie to zacofane rolnictwo i raczkująca turystyka. Dziś to już także inwestycje, montownie i prosty przemysł (głównie lekki) dzięki najtańszej w Azji sile roboczej. Utwardzono drogi, pociągnięto prąd ale przede wszystkim zakiełkowało zaufanie, że w tej biednej krainie można wyprodukować cokolwiek oprócz ryżu. Turystyka to teraz główny filar kambo-budżetu. Doszło nawet do kuriozalnej sytuacji, że Angkor znalazł się na liście „where not to travel” z powodu zadeptania przez miliony turystów. Obok np. Barcelony, Bali, Galapagos czy Mount Everest. Nie byliście tam jeszcze? No cóż, trzeba odpuścić albo przeczekać.
W skrócie chodzi mi o to, że ta Kambodża którą uchwyciłem na fotach, a Wy za chwile obczaicie, to już jej dawno nie ma (i całe szczęście, przynajmniej dla Kambodżan…)
O to właśnie chodzi we Wstecz Story!

Jednakże zaczniemy od Tajlandii, byście nie doznali zbyt głębokiego szoku. To jest cywilizowany kraj, może nie do końca pod względem motoryzacyjnym, przynajmniej w oku Europejczyka. Aczkolwiek podstawowe zdobycze cywilizacji są: asfaltowe drogi, stacje benzynowe, hotele, zaopatrzone sklepy, burdele i wolność obyczajowa. Taki bogaty brat, któremu sąsiednie państwa zazdroszczą sukcesu i próbują dorównać.

Tajski masaż

1. Pewnie spodziewaliście się tutaj na start Tuk-tuka z ciekawą historyjką od jego kierowcy, którą słyszy każdy biały frajer (czytaj turysta). Otóż nie.. Zaczynamy z grubej rury, sprzęt cieżki wbija!
Pomijając rachityczne drzewko na pierwszym planie, mamy tu klasyczego TIRa made in Asia. Ktoś kiedyś kupił od Japończyków za pociąg ryżu licencję i tak poszło bez wyraźnego planu… Poręczne maleństwo na pięciu osiach.

2. Fuso, czyli technolodży od Mitsubishi było brane. Słusznie. Kiedyś chłopaki spod znaku trzech diamentów znali się na wszystkim, od AGD poprzez samochody wszelkiego kalibru, aż po statki. Dziś mam spore zastrzeżenia do tego co obecnie produkują i jak to nazywają. Skoro najpaskudniejszego SUVa nazwali Eclipse Cross, to ja proponuję iść za ciosem. Przed Wami Eclipse Truck.

3. Tranzytowa trasa przez Tajlandię. Ciekawe wynalazki napędzane gazem CNG, czyli rodzajem paliwa, które u nas ma ostro pod górę. Na drugim planie wyjaśnienie dla początkującego turysty, czym różni się „bus” od „coacha”. Tu w wypasie dla VIPów.

4. Fajne mają te cysterny. Trzeba przyznać że dłuższe niż nasze. Ciekawe, ilu skuterzystów, tuktukowców i reszty drogowego planktonu ginie rocznie pod kołami tych kolosów? BTW te druty ciekawie korespondują z linią cysterny. W Azji jeszcze nie odkryli podziemnych instalacji przesyłowych.

5. Rozrzutnie. W Europie TIR tej długości przewiózłby 3x tyle ładunku. Ale kto by się tym przejmował, ważne że na gaziku CNG jest taniutko.

6. Tuning szyby czołowej rozwala system. Ciekawe co na to by powiedział polski policjant, który na co dzień każe zrywać lekko przyciemnione folie z bocznych szyb?

7. Szeregowy Chudziński po tajsku niezdarnie wdrapuje się na ciężarówkę. Jakby to kapral Wiaderny z „Krolla” podsumował: Facet, czy ty wiesz, ile on gnoju ludziom na jednostce narobił…

8. Wystarczy wagi ciężkiej. Wiadomo, bus musi latać na całym świecie. U Azjatów odpowiednikiem VW T4 jest takie coś. Oznaczenie mocno kłamie, niestety nie siedzi tu motor z Supry znany białasom jako 7M-GTE, acz trzylitrowy turbodiesel 1KZ-T o mocy 140 koni. Taki tajski fake JDM.

9. Tajlandia to zamożne państwo na tle sąsiadów, a wyznacznikiem luksusu jest oczywiście samochód. Tutaj umęczony pierwszy „hajlax” to badziew zalegający przy drodze, jednak dla sąsiadów z Kambodży niedoścignione marzenie. Nawet Clarkson nie był w stanie zabić tego cudu techniki.

10. Pikap to dla nas egzotyczny rodzaj nadwozia, nad Wisłą raczej niepraktyczny. Jednak w Azji takie auto może wszystko. Na pusto czy na pełno robi robotę. A w niedziele do kościeła też zawiezie. USA ojczyzną pikapa? Teraz wiecie że to żart.

11. Ten Ford Ranger był prawie nowy w chwili dzwonu, u nas na bank posłużył jako dawca, chociażby papierów. Polscy blacharze w tydzień by wyklepali, a handlarze sprzedali by go jako absolutnie bezwypadkowy i każdy z kupców by w to uwierzył. Trzeba przyznać, że postęp techniczny zaskoczył skośnych braci w tej części Azji, co widać na co dzień podczas eksploatacji. Na rowerach i tuktukach się znajo, a każdy level wyżej to dla nich magia.

12. Idealnie reprezentatywny przekrój na tamten czas w bogatym tajskim mieście. Od Civica V do Mercedesa W140, czyli podobnie jak u nas, tylko te fury „pomiędzy” jakieś inne… Nad wszytkim czuwa władca z portretu. Czemu u nas jeszcze się to nie przyjęło? #JarosławPolskeZbaw na każdym skrzyżowaniu! Ach. Rozmarzyłem się…

13. Każdy kraj na dorobku ma swoją Dacię Duster… To jest miś na miarę naszych możliwości. Czy Ty wiesz, co my robimy tym misiem? Otwieramy oczy niedowiarkom! Szkoda, że Polacy nie mają już swojego misia w motoryzacji…

14. Soluna? Kiedyś wersje wyposażenia Corolli E11 na Europę nazwano Terra (wiadomo, bieda czyli taka przyziemna) Luna (księżyc, coś pomiędzy) i Sol (gorący słoneczny wypas). Czyżby Soluna to coś jakby pomiędzy księżycem a słońcem? Chyba zbytnio odleciałem w kosmos…

15. Kluby fanów są jak widać na całym świecie. Spojlery i fioletowe folie na szybach podobają się w każdej strefie czasowej… W sumie wolałbym się zapisać do nich niż do octaviaclub.pl – zrzeszającego chyba głównie przedstawicieli handlowych.

16. Za taką atrapkę daliby się pokroić miłośnicy Corolli E9 w Europie.

17. A za tą miłośnicy Colta/ Lancera. Ale oni raczej wyginęli, prawie jak wszyscy zajarańcy trzema diamentami. Obecnie marka Mitsubishi to liczy się chyba tylko w klimatyzacjach dla dużych obiektów. A zatem rozkminiam, czy na swojej Sigmie nie pyknąć znaczka Daewoo dla draki.

18. Mercedes w Azji to prestiż jak u Cyganów razy dwa. Ja tu dostrzegłem smaczki typu SLC czyli fajny hardtop ze skrzelami plus europejskie zderzaki, jakże cenne w europie, gdy gros 107ek przypływa ze Stanów. Taj widzi jedynie gwiazdę i już ma ekstazę jakby nawiązał wyjątkowy kontakt z Buddą. W atrapie badge tajskiego automobilklubu?

19. Marzenie polskiego policjanta. Za takie szyby odbierałby dowód aż miło!

20. Azja jednośladem stoi. Fan motocykli będzie jednak zawiedziony. Większość sprzętów jest nieprzyzwoicie zaniedbanych bez względu na ich wiek.

21. Tajski skuter-sharing wśród młodzieży gimnazjalnej. Zamiast drałować na piechotę kilka km do szkoły, pyrkają sobie na bogatości i tłuste efekty widać. Na szczęście w Polsce nie mamy takich problemów. U nas nie ma otyłych gimnazjalistów. Nie ma żadnych gimnazjalistów, bo rząd zlikwidował gimnazja. Można?

22. Wszystko gra, tylko jak się człowiek przyjrzy, to chyba odwrotnie jeżdżą. Za to klomby na pasie zieleni pierwyj sort. Z kładki nad drogą wygląda to świetnie, aczkolwiek z pozycji pieszego niekoniecznie. Pieszy jest tam absolutnym odpadem ruchu drogowego, zbędnym kawałkiem mięsa. Najłatwiej upolować go na pasach, które są tylko po to, by dać podeszwom pieszego lepszy grip, aby mógł szybciej uciec z jezdni..

23. Pug 604 u nas miał jednak większe poważanie. Azjatyccy generałowie wożą się pikapami. Jakbym nie miał nadbagażu w drodze powrotnej, sprezentowałbym ten piękny egzemplarz Monice Jaruzelskiej.

24. W nazwie sklepu wiesz, kiedy jest otwarty, genialne. Dobrze że nie 9-11 bo Amerykanie zaraz by się obrazili że to profanacja ataku WTC. Niech się Żabka w to nie miesza:)

25. Lamp shop. Coś podobnego rozkładaliśmy z Andrzejem na żerańskiej giełdzie w latach 90-tych. Zawsze lepiej schodziły prawe (przez co były droższe), w Tajlandii zapewne jest odwrotnie. Niestety giełda na Żeraniu to również historia. Teraz graty sprzedaje się na Oeliksie.

26. Czas odpocząć od zgiełku miasta. Akurat podjechał autobus, a jego numer czterdzieści i cztery. Nie wiem gdzie mnie zawiezie, ale jako wyjadacz nocnych linii w Wawie (kto pamięta sześćsetki?) decyduję się na takie ryzyko.

27. Bingo, widać morze, czas wysiadać i udać się na lody. Nawet nie próbuję zgadywać marki tego czerwonego pikapa.

28. Po zasłużonym wypoczynku trzeba wrócić do miasta. Od tego jest słynny tuk-tuk. Taki tajski uber, z jedną różnicą, że kierowca swój rewir zna i lata bez navi (update ’19: teraz pewnie kambodżaki i laosiaki hulajo na przypale i wygryzają miejscowych taksówkarzy trójkołowych w całej Azji:)

29. Cały dzień na nogach, gnaty bolą, może za sprawą wymownych rysunków udać się na na słynny tajski masaż?

30. Czas na masażu płynie szybko, nagle zachodzące w spektakularny sposób słoneczko obwieściło nadchodzącą noc..

31. I to nie byle jaką, tylko noc w największym na świecie mieście-burdelu, czyli Pattayi. Nie bez kozery na ścianie wisi amerykańskie auto, bowiem po wojnie o Wietnam to właśnie tutaj amerykańscy żołnierze byli wysyłani na rekonwalescencję. Dolary + azjatycka przedsiębiorczość uczyniły z tego miasteczka słynny na cały świat kombinat skośnego seksu.

32. Wielkimi wołami oznajmiają turystom, że tu zaczyna się deptak. Ostatni przystanek dla zawracających samochodów, dalej tylko na piechotę. Przed pieszym entuzjastą azjatyckiej urody 3 kilometry najróżniejszych przybytków. Paryski plac Pigalle to jak osiedlowy warzywniak przy tym tajskim seksmarkecie.

33. „Masażystki” wyległy w japonkach na trotuar i doświadczonym okiem łypią na tłum białych samców. Ciężko w to uwierzyć, ale ten relatywnie niewielki nadmorski kurwidołek odwiedza rocznie ok. 10 mln osób. Czyli tyle co Warszawę… To żem zasunął stolicy komplement:) A pan Banaś ze swoimi pokojami na godziny to słabo ulokował ten biznes. Pataja Marian, nie Kraków!

34. Jak widać każdy znajdzie tu swój rozmiar czy krój. Nawet Wojtas z „Blok ekipy” może spełnić tutaj swój najczarnieszy sen. Czyli spotkać słynną „laseczkę z fiutem”. A przy okazji – Walaszek, grubasie, kiedy nowy Kapitan Bomba?

35. To ostatnia fota z Pattayi. Nietrudno zauważyć, że dwa powyższe zdjęcia machnąłem z fleszem. Lampa to ostatnia deska ratunku, było naprawdę ciemno. Podbiegł policjant i sugestywnie objaśnił, że to koniec mojej kariery fotografa w tym miejscu. Schowałem lustrzankę i udałem się do Ogórka drinkbara. Obaliwszy rozchodniaka z Pattayą pykłem tę fote z małpki na dużym ISO. Dziś ze zwykłej komórki zrobiłbym lepszą, cóż postęp jest.
Wróćmy do ogórka pierwszej serii na wspaniałych podłużnych kierunkach.Nie wiem z czego je robili, ale za dnia wyglądały na białe, w słońcu srebrne, a świeciły po prostu na pomarańczowo. Jak na początek lat ’70 istna magia.

Khmerski Survival

Magia wyparowała, pozostał kac po przypadkowych drinkach z Pattayi. To w sumie najniższa kara. Niektórzy po przypadkowym seksie przywozili na pamiątkę egzotyczne choroby weneryczne.
Pół dnia jedziemy komfortowym autokarem Scania w kierunku granicy z Kambodżą. Wspaniała sielanka zostaje zmącona komunikatem, że na granicy musimy się przesiąść w inny środek transportu. Dlaczego? Przecież ta brama do królestwa Kambodży jest na grubym wypasie i dalej też jest po królewsku…

2. Po żmudnej odprawie i zdobyciu wiz (skądinąd najpiękniejsza wiza w moim paszporcie) gnieciemy z buta przez tą wielką bramę do królestwa. Każdy ciągnie swoje bagaże i nagle dostrzega ten dziwny świat przed sobą. Jakie Królestwo, przecież to slumsy jak okiem sięgnąć! Po prawej nasz obiecany środek transportu, niebieski odpowiednik polskiego Autosana H9. Asfalt się skończy kilka kilometrów za wielką bramą.

3. Przeciętny obywatel Kambodży od takiego sprzętu rozpoczyna przygodę z motoryzacją. Nawet nie wiem jak takie cudo się nazywa. Ludzki rydwan? Taczka męska przedłużana? Tego typu sprzęty na polskiej ziemi widziałem na archiwalnych fotach z 1945 gdy ludzie za pomocą czegokolwiek próbowali wrócić np. do zrujnowanej Warszawy.

4. Przypominam, że mamy 2009 rok. Kambodża po wyniszczającej wojnie od dekady jest już względnie otwarta na świat. Widocznie bieda azjatycka ma zupełnie jest otwarta na świat. Widocznie bieda azjatycka ma inną strukturę niż europejska. Ponownie przymierzając- dziesieć lat po wojnie w PRL podstawowym środkiem transportu były wozy zaprzęgnięte w konie. A nie w ludzi, tym bardziej kobiety…

5. Dajmy sobie spokój z uwłaczającymi porównaniami do wczesnej PRL. Dobrze mieć w Kambo silną żonę. No pchaj kobito, bo warzywa więdną w tym cholernym słońcu! Mistrz drugiego planu znalazł się na pierwszym i dystyngowanie odcina się od powyższej scenki rodzajowej. „Nie mogę patrzeć jak ci ludzie ciężko pracują” -pomyślał wół odwracając łeb z niesmakiem.

6. Wół kosztuje kupę forsy, taniej nawiązać spółkę z sąsiadem. Tu już mamy lekką profeskę. Napęd ręczny, przenoszony długim łańcuchem na koło przednie (czyli kolejny przejaw nowoczesności). Minimalne przekoszenie przedniego widelca mieści się w normach Kambo-ISO. Do tego brezentowe osłony aerodynamiczne i ziomek, który w razie potrzeby popchnie albo przyhamuje pojazd. Widać że chłopaki nie robią w tym od wczoraj.

7. Oto profesjonalny team. Trojański koń kambodżański. Drajwer i trzech pchaczy to już firma transportowa. Ichniejszy Węgiełek. W tle pierwszy hotel jaki zobaczyłem po stronie Kambo. Nie jestem wychowany na Hiltonie, ale rura mi troszkę zmiękła…

8. Wciąż tkwimy na granicy pod wielką bramą do „królestwa” Kambodży. Sporej części polskich turystów puściły nerwy i padł pomysł powrotu do cywilizacji na stronę tajską. Okazało się to niemożliwe i kilku naszych globtroterów naprawdę się… Morale im opadło, delikatnie mówiąc. Za chwilę wsiądziemy do Kambosana H9, a ja robiąc foty do końca załapię się jedynie na miejsce stojąco- siedzące (na podłodze).

9. Rosjanie pół wieku temu mieli Łunochody. Tu mamy Drewnochody. Uff, wystarczy tej przygranicznej nędzy. Może interior przywita nas czymś… Po prostu czymś.

10. Tym czymś okazał się mariaż handlu i żebrania. Ja byłem twardy, jednak połowa naszego autosana kupiła od młodego biznesmena nikomu niepotrzebne owoce.

11. To musiało być blisko granicy z Tajlandią bo jeszcze jest asfalt, a dzieci mają schludne ubranie i rowery. No co mam powiedzieć… Dalej będzie tylko gorzej.

12. Bike-pooling. UWAGA! Dzieci mające nogi są w stanie samodzielnie dotrzeć do szkoły na rowerze. I to dwoje dzieci jednym rowerem (wiadomo, Pantera modern style z najnowszej kolekcji to najlepszy sprzęt:) Może zacofani Kambodżanie mają jakieś przesłanie dla rodziców z Polski, którzy przy każdej okazji wożą pacholęta suvem?

13. Młode chłopaki kambodżaki drą łacha z turystów. Hahaha, jacy oni są grubi i nieporadni. Bekę mieli słuszną, nie pamietam bym widział otyłego autochtona. W tle niezniszczalne Camry x2

14. Oj coś mi tu nie pykło, bo to ewidentnie scena z Tajlandii. No dobra, posłuży za kontrast. Dziewczyny dziarsko kroczą, a ta w środku zamawia pięć piw…

15. A za miedzą w Kambodży? Niczym w Westernie- Dobra, zła i brzydka. Mimo że robota w hotelu to naprawdę świetna fucha na tamtejszym rynku pracy, dziewczyny nie pałają radością.

16. Tuk-tuk w Kambodży nie jest tak wyrafinowaną konstrukcją jak w Tajlandii. To po prostu motocykl z druciarską przyczepką do przewozu osób.

17. Full service, good price MY FRIEND! Dekadę temu dolar był po dwa złote, za dwie godziny objazdówki po mieście friend z tuktuka zażyczył sobie 4 dolary, a dostał pięć. Jego twarz emanowała niekłamanym szczęściem! Żaden menel w Polsce nie ucieszy się tak na widok 10PLN… Więc niech nikt nie grzeszy pitoleniem, że Polska to biedny kraj.

18.Przejażdżka na słoniu to już sporo większy wydatek. Koszty rosną adekwatnie do wielkości środka transportu. Sam sprzęt też droższy w eksploatacji, acz warto było karnąć się słoniem. Na grzbiecie można doświadczyć ogromu gracji, jakiej w poruszaniu mają te ciężkie zwierzęta. Komfort porównałbym do hydropneumatycznego citroena DS czy CX.

19. Pod jedną z bram do świątyni Angkor. Toyoty Hiace, zwane przez nas hajsami czy hiacyntami, są jedynie do dyspozycji turystów. Miejscowi hulają wyłącznie na jednośladach. Biało czerwony po prawej jakby skrojony nieświadomie pod polskich turystów, jeszcze ten fejkowy znaczek mercedesa. Wiadomo, bez gwiazdy nie ma jazdy, prestiż musi się zgadzać.

20.POLICE. Na tym smutnym skuterku i doszywanym na prędce napisie do koszuli wygląda on najwyżej jak statysta do filmu z serii FakeTaxi. Niestety, to prawdziwy policjant, co dość dobitnie obrazuje stan tego państwa. Asfalt bezładnie przechodzi w pobocze niczym woskowe wróżby andrzejkowe.

21. Poszły turysty na Angkora, można odpocząć w cieniu baobabu. Pierwszy raz przeczytałem o baobabie w dzieciństwie w jednej z ksiąg przygód Tytusa, Romka i A’tomka. Zafascynowało mnie owe drzewo. Zaraz ktoś palnie w komentarzach że to nie baobab. Protesty słać do Papcia Chmiela, tak je właśnie narysował.

22. Trzeba sprawdzić czy tynk nie odpada. U siebie rób jak dla siebie, a u obcego na odp… Na szczęście Pan Wiesio tej świątyni nie budował, bo stoi od 800 lat. Angkor Wat to w zasadzie jedyny powód by przyturlać się do Kambodży. Oprócz taniego seksu oczywiście.

23. Fajne sakwy. Na pewno odpowiednio obciążone pomagają utrzymać równowagę. Everybody is looking for balance.

24. Lazy Cambodian Afternoon. Taka damka w Kambo to już niezły wypas. Spostrzegawczy małolat na drugim planie. Ciekawe co porabia obecnie.

25.Tak się przemieszcza klasa wyższa. Honda 125 plus wypasione ciuchy świadczą, że paniom powodzi się nienajgorzej. Hajlajf.

26. Bowiem przeciętni obywatele noszą się tak, jakby to ująć bez obrazy – casual. Mimo że wiele światowych marek szyje w Kambodży, produkty te pozostają w sferze marzeń ludzi, którzy je wytwarzają. Hmm, czy o to chodziło w tym całym kapitalizmie?

27. Cosmic Fresh Cośtam. Wygląda jak mobilna maszyna do waty cukrowej. Obojętnie co to za cudo, sądząc po minie szefa zarobiło dziś kilkanaście dolarów na turystach i rodzina tego pana zje dziś porządny obiad.

28. Ruch w Kambo jest prawostronny. Uff, odetchnęli potencjalni turyści- wynajmiemy auto i będziemy zwiedzać. No to się zdziwią. Na drogach dominują zajechane auta sprowadzane z Tajlandii, a więc z kierą po prawej. Do tego po obu stronach drogi jednoślady śmigają w obu kierunkach… Nawet jeśli uważasz się za wybitnego kierowcę i masz tysiąc procent zniżki za bezszkodową jazdę w PL, twoje umiejętności są tutaj absolutnie nieprzydatne.

29. Transport międzymiastowy Nissanem Terrano. Taki ichniejszy Flixbus, tylko wszystkie miejsca są na górnym pokładzie, który nie ma dachu. Troszkę trudno zdrzemnąć się przed dotarciem do celu.

30. Wypoczęci pasażerowie radośnie rozpoczynają dzień. Mogli iść na piechotę jednak mieli niezawodny transport. Jeśli czytasz to w metrze czy niskopodłogowym tramwaju, doceń walory tegoż środka transportu…

31. Tutaj pracodawca także zapewnia transport do pracy. 30 osób wchodzi na miękko. Weź tu wytłumacz, że u nas to pasy, foteliki, kurtyny powietrzne. Że co kuurła?

32. Najbardziej wypasiona stacja benzynowa jaką widziałem w Kambo. Oleje, wlepy Esso czy Mobil pewnie fejkowe jak u nas za PRL Agip na CPNie. Damska obsługa trochę dziwi, ale praca lekka i przyjemna. Vide fota nr 4, to już chyba lepiej wache lać, prawda?

33. Camry jako takie będzie później. Zwracam uwagę na fajne felgi maźnięte farbą okrętową, ale żeby nie było przaśnie zakryjmy to chromowanymy kołpakami. To bardziej sexy niż nastolatka tankująca starą Toyotę, nieprawdaż?

34. Zasadniczo tak wygląda odpowiednik Orlenu na prowincji. Czy ktoś z Was teraz zająknie o zimnej parówie w hotdogu czy proszeniu o klucz do kibla który jest na gdzieś z boku stacji?

35. No właśnie, nie każdy lubi się prosić na stacji, więc można wybrać własną ścieżkę rozwoju i wozić dwie butelki benzynki na pace. Pewniejsze niż karta paliwowa. PS. Koła jednej osi muszą mieć ogumienie tego samego rozmiaru i bieżnika. Serio? No wiesz, próbowaliśmy dobrać, ale…

36. Błękitny Hiacynt odpoczywa tuż po rozładunku. Aż mu się uśmiechają te żółte halogeny. Właścicielowi tego sprzętu też dobrze się wiedzie. To jakby w PRLu mieć Żuka na użytek własny. Wiadomo, prywaciarz albo badylarz.

37. Carplus. Powiało zachodem. Jak we wczesnych latach ’90 Polacy nazywali swoje firemki np. Zdzichexim czy Januszex. Ex od exportu, im od importu.

38. Fajne to Hino, trochę przypomina Liaza. Te trąby (fanfary) jakże fachowo wkomponowane w kurnik na dachu! Ten wóz to wizytówka Kambo-truckera.

39. Hino rządzi wsród ciężarówek. Stylowy kocyk na sznurku to odpowiednik klimatyzacji. Wyposażenie dodatkowe różni się na wybrane rynki:) W głębi kadru roboty drogowe, oczywiście wzorowo oznakowane…

40. Tu zamiast kocyka gruba folia na szybę. Kocyk wydaje się jednak subtelniejszym rozwiązaniem. Za to same Isuzu przepyszne, czubato przeładowane tylko nieznacznie uklękło na prawą stronę. Wzdłuż drogi nowa linia energetyczna, wcześniej w tej prowincji nie było prądu w ogóle. Elektryfikacja to kolejne skojarzenie z powojenną Polską.

41. Słaba jakość ponieważ tylko ten egzemplarz uchwyciłem jedną fotą. NISSAN DIESEL jest najlepszą rekomendacją. Wytrzyma dekady rabunkowej eksploatacji.

42. Nie byłoby prościej zadzwonić po Assistance? Z czego zadzwonić i po kogo… To przecież Kambo-nicość

43. Nie wiadomo czy to jeszcze biorca czy już dawca. Wiele pojazdów egzystuje na pograniczu sztucznie podtrzymywanego życia i technicznej śmierci. A granica między tymi światami jest płynna.

44. Dziarski pojazd pokroju radzieckiego KRAZa. Wydech pomalować srebrzanką i prawie jak amerykański Kenworth.

45. Międzymiastowa droga ekspresowa. Polewaczka dba o niski poziom zapylenia. Bardzo ekologiczne podejście. W porze monsunowej drogi rozpłyną się do stadium nieprzejezdności, by potem przywrócić je do widocznego stanu.

46. Na dole ująłem takie delikatne stadium rozmokniętej drogi. Da się to przeżyć, jeśli ostatnie dwieście metrów twojej podróży odbywa się takim traktem. Ale nie 200km…

47. Wiesz, na A2 między Koninem a Poznaniem jest zwężenie, trzeba zwolnić. No cóż, roboty drogowe dają kierowcom w kość na całym świecie.

48. Scena jakby kręcili film „Kambodżańska robota”. Bez dwóch zdań Camry to sto razy lepsze auto niż Mini. Dlaczego? A widziałeś choć jedne Mini na szutrach Kambo? No nie. A ja widziałem conajmniej sto Camry.
Urzeka mnie to zdjęcie. Gang trzech kamrusów na szczudłach. Jakbym miał przygotować Camry na wrak-race, tak właśnie by wyglądała.

49. Czym jeżdżą i po czym już wiecie. Czas odwiedzić serwis. Na pierwszy rzut profesjonalna lakiernia.

50. Lakiernik mozolnie przygotowuje element do lakierowania. Ma do dyspozycji specjalistyczną taśmę i namiot, to prawie jak kabina. Jeśli nie zerwie się nagły wiatr, klient będzie zadowolony.

51. ASO Lexusa. Od razu widać że to warsztat z najwyższej półki. Na wyposażeniu samobieżne parasole. Powiedzmy to głośno- nasze ASO tego nie mają. Trochę wstyd. LS400 zapewne przyjechał na podstawowy przegląd (czytaj przedmuchanie filtra powietrza). Z RX-em jest większy problem- od czego dobrać tylne klocki hamulcowe? Fachowcy debatują w kucki. Konsylium trwa…

52. Rower, motorower, Lexus, Sharp, Suzuki. Początki nowego świata, prawie nikt nie wie jak to ugryżć. Skąd my to znamy?

53. Było kiedyś powiedzenie: „zobaczysz to jak świnia niebo”. To znaczyło coś niemożliwego, gdyż świnia z racji budowy kręgosłupa nie może odchylić łba w góre. No chyba że jest się Kambo-świnią. I nawet jeśli to ich ostatnia podróż- zobaczą niebo jak żadne inne świnie na świecie!

54. ZTTCh. Zorganizowany Transport Trzody Chlewnej, no przecież to oczywiste. W PGR są na to papiery. Albo w PTTK. Tym kambodżańskim oczywiście.

55. Autor niniejszej publikacji oświadcza, że podczas powstawania materiału nie ucierpiały żadne zwierzęta.

56. Jak spiąć niedorzeczną klamrę między odległą Kambodżą, a naszym minionym PRLem? Długo nad tym kminiłem i w sumie nic bym nie wymyślił gdyby nie genialny Bareja. Była taka scena w jego serialu „Zmiennicy” gdy cieć leje wodę do studzienki w pozycji identycznej jak nasz bohater. I to jest KLU tej wstecz story. Trzeba przyznać, że efektywność malowania oponki na biało jest wyższa w Kambodży, niż lanie wody w polski kanał. Jednakże obie fuchy się opłacają. Nie ma jak robota w budżetówce… Wesołych Świąt!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *