Ja

Cześć.

      Jestem Michał i mam 22 lata. Od zawsze motoryzacja dosłownie była obok mnie. Zarówno tata,  jak i o szesnaście lat starszy brat,  fascynowali się samochodami;  mieli w posiadaniu co i rusz nowe nietypowe modele, którymi poruszali się na co dzień.

      Dlaczego piszę, że motoryzacja była obok mnie? Ponieważ, mimo sprzyjającego otoczenia, nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Miewałem oczywiście przebłyski fascynacji. W sumie ciężko jej było nie mieć, kiedy bywały u ciebie na podwórku takie auta jak BMW 850i, VW Golf VR6, Jeep Grand Cherokee czy choćby Ford Taunus. Jednak gdy tylko nadchodził koniec zabawy, moje zainteresowania wędrowały i tak w innych kierunkach. Zdarzył się nawet raz epizod, kiedy w wieku szesnastu lat za pożyczone pieniądze kupiłem okazyjnie Peugeota 106, aby dwa dni później sprzedać go za ponad dwukrotną kwotę.

      Wszystko zmieniło się, kiedy skończyłem osiemnaście lat i zrobiłem prawo jazdy. Kto wie, może zaważył na tej decyzji fakt, że mieszkałem wówczas z rodzicami na wsi, więc odległości pokonywane pieszo były utrapieniem.

Pierwsze auto

Pomimo braku zacięcia do samochodów, bardzo uwierała mnie monotonność motoryzacyjna dookoła. Musiałem więc jakoś się wyróżniać. Nie mając kompletnie żadnego pomysłu, wszedłem na Allegro. Od jakiej marki więc zacząć? Jest tego masa. A to że jakiś czas wcześniej podczas oglądania filmu „2 Fast 2 Furious” wpadł mi w oko Nissan Skyline R34, wybór padł na japoński koncern. Poza tym miałem jakąś słabość do nazwy Nissan. Gdy tylko ją słyszałem, ukazywały mi się te cztery cudowne czerwone pierścienie i znaczek na środku. Co dalej? No to może po kolei… pierwszy na alfabetycznej liście był akurat 100NX. Patrząc jednocześnie na cenę i prezencję tego auta wpadłem w zachwyt.  No i tu zaczęła się wielka przygoda. Oczywiście, otrzymując aprobatę brata – bardzo wybrednego co do wszelkich modeli aut, zacząłem rozglądać się za swoim pierwszym samochodem marzeń. Ceny ‚stonxa’ jako pierwszego auta były całkiem przystępne, dzięki czemu cel wydawał się być całkiem niedaleko. Po miesiącu wakacyjnej pracy i pierwszym obejrzanym aucie dokonałem zakupu. Nieważne, że prawo jazdy otrzymałem dopiero 3 miesiące później.

Fascynacja

Brat nie mylił się. Po 2,5 roku i przejechaniu ponad 40 000 km Nissan dalej jeździł, a zarazem dawał wiele frajdy z prowadzenia i otwieranego dachu typu targa. Poza paroma naprawami z kumplem w garażu, dzielnie dawał radę mojemu niedbalstwu i pokonywanym kilometrom. To były niezapomniane momenty. Szkoda, że wyjeżdżając za granicę, bardziej niż auta potrzebowałem gotówki. Pomimo słabego stanu wizualnego, po 2 godzinach od dodania ogłoszenia Nissan miał nowego nabywcę. Przygoda z tym autem skłoniła mnie po czasie do pewnych refleksji na temat motoryzacji…

Classy Rydah

Auto, którym poruszamy się na co dzień, jest według mnie równie ważne co elementy ubioru. Nie wyjdziemy przecież na dwór w przypadkowych rzeczach. Nie założymy kaloszy do pracy, tylko dlatego bo na dworze pada. Wielu ludzi niestety w ten sposób podchodzi do motoryzacji. Wolą kupić „coś co mało pali, brzydko wygląda ale jedzie do celu” niż wyrazić siebie w jakiś ciekawy przemyślany sposób. Według mnie to tak jak iść na ślub w garniturze i włożyć trampki Converse. Bez sensu. Na to będziemy tutaj zwracać uwagę.